17 września 2007

Wodą po Wrocławiu – część trzecia (Bajkał)

Po pierwszej i drugiej części naszej opowieści naszedł czas na jakiś ciut dłuższy rejs i tym razem poza Wrocław – konkretnie nad Bajkał. Nie chodzi oczywiście o najstarsze i najgłębsze jezioro świata (głębokość 1637 metrów – wow!). Chodzi o podwrocławskie jeziorko będące tak naprawdę dawnym zakolem Odry.

Aby dostać się tam z centrum miast należy płynąć pod mostami Pokoju i Grunwaldzkim, a następnie obok Politechniki, ZOO i Biskupina – aż do Wyspy Opatowickiej. Tam napotykamy śluzę:

Śluza bardzo sympatyczna, opłata symboliczna (5,60 zł), czas śluzowania krótki. Po pokonaniu śluzy można rzucić okiem na Wyspę Opatowicką od strony południowej:

Na Jaz Opatowicki od drugiej strony (od góry):

A także spojrzeć od góry na wielki most i Jaz Bartoszowicki:

…oraz sporą śluzę Bartoszowicką – główną bramę wodną naszego miasta:

Po napatrzeniu się na te niewątpliwie atrakcyjne budowle wodne gnamy nad Bajkał, bo szkoda słońca. Po drodze mijamy sunąca na pełnym gazie barkę wyładowaną węglem (lub innym sypkim i ciemnym cholerstwem) i machamy obsłudze (obsługa nie odmachuje):

Zerkamy na chwilę w głąb kanału przy Kamieńcu Wrocławskim – tam wiedzie główny szlak żeglugowy:

Wybieramy jednak drogę na południe i po kilku minutach wpływamy na Bajkał. Woda tam jest znacznie czystsza niż w Odrze; wędkarzy bez liku i generalnie obraz sielanki i spokoju:

Jezioro (no technicznie nie jest to chyba jezioro, ale co tam) jest dość spore, poskręcane i bardzo urokliwe. Zwiedzanie go z wody to wielka frajda. A można się tam przecież dostać też z miasta kajakiem – nie jest to wcale tak daleko. Woda wygląda na zdatną do kąpieli – było już za zimno na próby (wrzesień mamy tego roku beznadziejny), więc to tylko opinia wzrokowa. J

Po zwiedzeniu Bajkału, zjedzeniu prowiantów i wypiciu napojów chłodzących z bąbelkami nadszedł czas powrotu do macierzy. Najpierw jednak odbył się szybki kurs w kierunku Czernicy, a konkretnie aż do jazu, który tam się znajduje (mapka w przygotowaniu):

Po drodze jeszcze spotkaliśmy fajową pogłebiarkę:

Po ponownym śluzowaniu (tym razem musieliśmy poczekać trochę, aby przepuścić idącą w górę jednostkę szkoleniową WOPR) można było honorowo zakończyć rejs w centrum miasta. Przed jego zakończeniem wypróbowaliśmy jeszcze wpłynięcie w górę rzeki Oławy, której ujście znajduje się tuż przy Moście Grunwaldzkim (po jego południowej stronie):

Generalnie trzeba powiedzieć – Most Oławski jest przeuroczy i rejs zapowiada się fajnie:

…jednak rzeczka po kilkuset metrach robi się tak zaśmiecona i brudna, a brzegi tak nieciekawe, że w zasadzie przestaje to być przyjemne:

Następuje więc odwrót i powrót do centrum celem miłego zakończenia podróży niemal o zachodzie słońca:

Koniec (na razie).

1 komentarz:

Beata pisze...

Cześć. Znam trasę, ale z pozycji rowerzystki. Jest równie ciekawa, szczególnie wiosną, kiedy jest mało ludzi i kontakt z przyrodą bardziej osobisty.